W najnowszym wydaniu:

Warszawska Gazeta

Wolne lwy pozdrawiają!

Mimo wojny na Ukrainie, we Lwowie trwają prace konserwatorskie finansowane przez rząd Polski. To dobra wiadomość. Odnawiane są m.in. nagrobki na dwóch cmentarzach: Łyczakowskim oraz Janowskim i fasada zewnętrzna kościoła ojców jezuitów.

22 lipca przypada święto Marii Magdaleny (od 2016 r. w Kościele kjatolickim jej wspomnienie ma rangę święta). Jeżeli tylko mogę, staram się w tym dniu uczestniczyć w sumie odpustowej w kościele św. Marii Magdaleny we Lwowie – świątyni, o której zwrot rzymscy katolicy bezskutecznie dopominają się już od ponad 30 lat!

Nie inaczej było w tym roku, w lipcu pojechałem do Lwowa. Już w pierwszych dniach kroki skierowałem na Cmentarz Orląt, żeby odwiedzić kamienne lwy stojące tam przed Łukiem Chwały. Pod koniec maja, decyzją mera miasta, zostały one wreszcie „uwolnione” z obskurnych skrzyń, którymi na ponad sześć lat zasłoniono je na polecenie ukraińskich władz samorządowych. Lwy prezentują się okazale i dumnie, miejmy nadzieję, że zapowiedziana podczas niedawnej wizyty w tym miejscu wicepremiera Piotra Glińskiego renowacja figur rozpocznie się rychło i bez przeszkód.

Powrót kapucynów

Cmentarz Łyczakowski odwiedzałem już dziesiątki, jeśli nie setki, razy. Teraz poczułem się trochę dziwnie: jeszcze chyba nigdy nie byłem na tak pustym, na tak – nomen omen – wymarłym cmentarzu. Poszedłem tam pod wieczór i nie spotykając na cmentarzu niemal nikogo, odczułem, że do Lwowa rzeczywiście przestali przyjeżdżać turyści, którzy kiedyś licznie wędrowali po alejkach tej, mającej status muzeum, nekropolii.

Przed Grobem Nieznanego Żołnierza na Cmentarzu Obrońców Lwowa spotkałem dwóch modlących się ojców kapucynów (a właściwie braci, bo zakonnicy z Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów zwracają uwagę, by ich prezbiterów nie nazywać ojcami, lecz właśnie braćmi). Drogę powrotną, wędrując po cmentarzu, wchodząc m.in. na Górkę Powstańców Styczniowych, przebyliśmy razem. Tu dobra, radosna informacja: po 76 latach kapucyni, wypędzeni stąd w 1946 r., oficjalnie wracają do Lwowa! Na 15 sierpnia zaplanowane jest oficjalne otwarcie ich małego klasztoru na Zamarstynowie (klasztor bez kościoła, ale to temat na osobny tekst).

Odnawiamy zabytki

Na Cmentarzu Łyczakowskim trwają prace konserwatorskie – kończona jest renowacja obiektów, których odnawianie rozpoczęto w ubiegłym roku. O wiele większy zakres robót widać na Cmentarzu Janowskim – tam rozpoczęła się odnowa kilku okazałych grobowców przy głównej alei. Dodatkowo wreszcie można oglądać odnowiony krzyż-pomnik na tamtejszej Kwaterze Obrońców Lwowa (jeszcze niedawno jedno z ramion wykonanego z czarnego granitu kilkunastocentymetrowego krzyża było złamane).

Prace konserwatorskie (wszystkie finansowane przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej za pośrednictwem Instytutu Polonika oraz Fundacji Dziedzictwo Kresowe) prowadzone są również przy kilku kościołach. Remontowany jest mur oporowy oraz dzwonnica kościoła św. Antoniego na Łyczakowie (to jedna z dwóch świątyń katolickich czynnych przez cały okres Związku Radzieckiego). Część muru całkowicie rozebrano, a skarpa umacniana jest zbrojonym betonem.

Odnawiana jest fasada kościoła jezuitów (dziś cerkiew greckokatolicka), gdzie w zeszłym roku wewnątrz zakończono renowację wspaniałych fresków. Prace trwają także we wnętrzu Katedry Ormiańskiej (rusztowania zdemontowano już z prezbiterium, teraz roboty przeniosły się do przedsionka świątyni).

Czekanie na cud

22 lipca odprawiono sumę odpustową w kościele św. Marii Magdaleny. Ta świątynia jest własnością miasta i działa jako sala koncertów organowych. Katolikom, którzy reaktywowali parafię, udało się uzyskać od władz miasta zgodę na odprawianie w kościele jednej mszy świętej w każdy dzień powszedni i trzech mszy w niedzielę – wszystkie do południa. Dochodzi jednak do różnych zgrzytów, dyrekcja sali koncertowej udostępnia np. prezbiterium na… warsztaty jogi. Nic więc dziwnego, że w czasie sumy odpustowej modlono się po raz kolejny o „cud odzyskania tej świątyni”. To naprawdę byłby cud, bo w ciągu 31 lat niepodległości Ukrainy władze miejskie Lwowa nie zwróciły rzymskim katolikom ani jednego kościoła w mieście.

Lwów jeżeli czymś zaskakuje to pustką i spokojem na Rynku i w jego okolicach. Widać, że turystów nie ma wcale, przestali przyjeżdżać wystraszeni wizją wojny na Ukrainie. Tymczasem obecna Ukraina podzieliła się na „dwa światy”: ogarnięty wojną wschód i południowy wschód oraz miasta takie jak Lwów, w których wojny nie widać – także w zaopatrzeniu sklepów, rodzajów olejów słonecznikowych jest np. o wiele więcej niż w Polsce, a oferta restauracji niczym się nie różni od „przedwojennej”. Zniesiono też obowiązujący przez pierwsze miesiące rosyjskiej agresji zakaz sprzedaży alkoholu.

Jeżeli coś o wojnie przypomina, to zabezpieczenia niektórych zabytkowych obiektów. Zasłonięto fontanny w Rynku i wyremontowaną niedawno słynną Czarną Kamienicę w tymże Rynku. Tutaj na zabezpieczającym budynek rusztowaniu zawieszono olbrzymią płachtę, na której… wydrukowano obraz przedstawiający ten zabytek. Oczywiście wszystkie te zabezpieczenia mogą uchronić przed odłamkami, a nie „celowanym” ostrzałem. Wydaje się więc, że – toutes proportions gardées – pełnią taką rolę, jaką miały maseczki w czasie pandemii. Nie tyle chronią przez skutkami działań wojennych, o ile przypominają, że w kraju trwa wojna. Chociaż o tym o wiele skuteczniej przypominają, niestety, odbywające się także we Lwowie pogrzeby żołnierzy, którzy zginęli w walce z Rosją.