W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

Czy uda się przemalować Tuska na biało-czerwono?

Tusk to tani aktorzyna odgrywający zleconą mu rolę politycznej znakomitości i jednocześnie „jednego z nas” przygniecionego problemami dnia codziennego i zastanawiającego się, jak związać koniec z końcem. W wykonaniu milionera, którym uczynił go Berlin, rola ta wypada wyjątkowo fałszywie, choć wielu nadal się na to nabiera.

Militarny sukces rosyjskiej inwazji na Ukrainę oddala się z każdym dniem trwającej wojny i w związku z tym rośnie panika wśród tych przedstawicieli europejskich politycznych elit, które ochoczo dały się przepuścić przez rosyjską korupcyjną maszynkę o nazwie Gazprom. Nie wspomnę już o ruskiej agenturze, która znalazła się w potrzasku. Zdesperowany Kreml dysponujący teczkami agentów na pewno na nich naciska, zaś ci robią wszystko, aby oddalić od siebie podejrzenia i w tym celu przedstawiają się jako antyrosyjskie jastrzębie. Portki trzęsą się też pętakom, którzy podlegają niemieckiej centrali i wierne służyli niemiecko-rosyjskim planom podporządkowania Europy tym dwóm patologicznym, odwiecznym hegemonom. W Polsce za antyrosyjskiego jastrzębia zaczął robić niemiecki delegat ds. obalenia polskiego rządu Donald Tusk, który liczy na krótką pamięć, zwłaszcza młodego pokolenia Polaków.