W najnowszym wydaniu:

Warszawska_Gazeta_04_2023
Warszawska Gazeta 46/2022

Klątwa Jagiellonów?

Część pierwsza sensacyjnej książki

Pod najlepszymi auspicjami, w 100-lecie odkrycia grobowca Tutanchamona, rozpoczynamy publikację w odcinkach sensacyjnej pracy dziennikarza, który bez mała całe życie poświęcił badaniu skutków otwarcia królewskich grobów.
Zbigniew Święch w książce „Klątwa Jagiellonów?” zaprasza czytelników do świata polskich królów, uczonych oraz tajemnic z nimi związanych.

Zbigniew Święch

Violator (huius) operis infelix esto. Gwałcicielu – burzycielu (tego) dzieła – nieszczęśliwym, przeklętym bądź! Ten napis od wieków tkwi na zewnętrznej ścianie dawnej Kaplicy Królewskiej wileńskiej katedry. „Klątwa” od stuleci spełnia się, niestety, ale jak dotąd czekała na swego kronikarza.

Po wzniesieniu w katedrze wawelskiej Kaplicy Świętokrzyskiej (około 1470 r.) – jako pierwszego mauzoleum dla rodziny królewskiej, monarcha Kazimierz Jagiellończyk, a jednocześnie wielki książę litewski zbudował w Wilnie ową Kaplicę Królewską w roku 1474. Nie mógł przewidzieć, że dokładnie dziesięć lat później pochowa tu swego młodego syna Kazimierza, wyniesionego w 1602 r. na ołtarze – patrona Litwy. W 1506 r. spoczął tu inny z jego synów – król Aleksander Jagiellończyk, a także dwie kolejne żony jego wnuka Zygmunta Augusta: Elżbieta (†1545) i Barbara Radziwiłłówna (†1551).

Kto i kiedy umieścił ten napis, zawierający zaklęcie – przestrogę dla tych, którzy zechcą mimo wszystko zakłócić spokój zmarłym? Czy był wyrażoną w ten sposób wolą króla Kazimierza Jagiellończyka – czy też jego syna Aleksandra? Czy zaklęcia tego rodzaju brały swą moc jeszcze z czasów mitycznych, wierzeń w magię i czary, z obyczajowości pogańskiej Litwy? Przypomnę, iż na Wawelu niektórzy twierdzili niedawno jeszcze, iż „widzieli” łaciński dokument, przestrzegający przed otwarciem grobu Ojca Królów – Kazimierza IV; zgony aż 16 osób z kręgu badaczy i konserwatorów można wiązać z ich wejściem do wnętrza grobowca tego władcy na Wawelu w roku 1973…

W połowie lat 80. odwiedziła mnie na wawelskim wzgórzu pani Maria Błaszkiewiczowa, matka zaprzyjaźnionej wielkiej himalaistki – Wandy Rutkiewicz. Pochodząc ze Żmudzi, interesowała się światem wielkich tajemnic, w tym także czakramem i innymi niezwykłościami Wawelu (było to bezpośrednio po druku odcinkowym w prasie I tomu opowieści o „klątwach, mikrobach i uczonych”). Przekazała mi istotną informację o pewnej uczonej z Kowna, która w sierpniu 1939 r. drukowała w Wilnie, w języku litewskim, pracę o… „klątwie Jagiellonów”. Po wejściu okupantów zniszczono skład tej książki. Podczas wielokrotnych pobytów w Wilnie (w latach 1988–1993) poszukiwałem śladów rękopisu, maszynopisu bądź pojedynczej odbitki korektorskiej tego dzieła. Na próżno. Wedle słów uczonych litewskich najprawdopodobniej chodziło o pracę egiptologa, pani dr Arcimaviciene z Kowna, która zajmowała się również najstarszą historią Litwy i dziejami Wielkiego Księstwa. Nie traćmy nadziei, że może kiedyś uda się tę niedoszłą publikację odnaleźć. Tam, być może, znajduje się klucz do naszej Wielkiej Zagadki, która pasjonuje nas od czasu otwarcia grobu Jagiellończyka i tych zdumiewających zdarzeń lat następnych… W I tomie wspomniałem (rozdział: „Ręce królów sięgają daleko”) o przedwojennym wykładowcy Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, a po wojnie profesorze Akademii Rolniczej w Krakowie – Zygmuncie Jaworskim; on swoim studentom wiele opowiadał o „klątwach”, które również dawni wodzowie z historycznych ziem Wielkiej Litwy rzucali na ludzi, zakłócających im w kurhanach sen wieczny – o przypadkach tajemniczych i nagłych zgonów badaczy. To wszystko oczywiście kojarzono z wielką prasową wrzawą ogólnoświatową, która swój początek brała z egipskiej Doliny Królów od chwili, gdy w 1922 r. otwarto grób faraona Tutanchamona. Młody władca Egiptu XVIII dynastii zbierał wielkie żniwo swej „klątwy” w latach 20. i 30. naszego wieku.

W Wilnie tymczasem działy się niesamowite rzeczy. Czarna legenda z przełomu wieków XVIII i XIX, z czasów poprzedniej restauracji katedry, została spotęgowana wydarzeniami powodzi roku 1931, gdy Wilia zalała podziemia katedry; w nich przypadkowo odnaleziono szczątki królewskie, po których ślad zaginął w połowie XVII stulecia. Po wyjęciu kości monarszych znów „klątwa” dała znać o sobie…
W 1933 r. wielki publicysta i reporter Ksawery Pruszyński, na łamach wileńskiego „Słowa”, zadawał konserwatorom podziemi katedry w tym mieście, tym samym badaczom co dopiero wyjmującym szczątki Aleksandra Jagiellończyka, po kolejnej, koszmarnej „bolesnej świeżą żałobą litanii” – dramatyczne pytanie:
– I czyż to jest prawda… to, co mówią, to, co… plotą, że ci, co się tknęli murów katedry, nie zginęli swoją śmiercią?

*
Wróćmy do podstawowego pytania: kiedy najpóźniej mógł powstać ów cytowany i do dziś tkwiący napis – ostrzeżenie na fasadzie starej Kaplicy Królewskiej, dziś zwanej Wołłowiczowską lub Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny? Znawcy przedmiotu odpowiadają: w pierwszym ćwierćwieczu XVI stulecia. A zatem wtedy, gdy sklep pod Kaplicą mieścił już groby królewicza, świątobliwego Kazimierza, i jego brata, króla i wielkiego księcia – Aleksandra Jagiellończyka. Oznaczać to może, iż współczesnym dobrze była znana „klątwa Jagiellonów”, którą wyrazili w postaci kamiennego napisu na ścianie nekropoli wileńskiej.
To jest temat na wielkie opowiadanie, które właśnie zaczynamy.

Tekst jest fragmentem książki Zbigniewa Święcha pt. „Klątwa Jagiellonów?”, która niebawem ukaże się nakładem wydawnictwa Bollinari Publishing House.
Jeśli już dziś chcą się Państwo wpisać na listę odbiorców tej sensacyjnej pracy, prosimy o kontakt telefoniczny pod numer: 22 375 94 60, -67.